niedziela, 21 stycznia 2018

Dzień Babci

Dziś świętuję po raz pierwszy w życiu...


Ten mały Człowieczek jeszcze nie wie jak bardzo przechlapane jest na tym świecie... Niezrozumienie, zawiedzione oczekiwania, niespełnione marzenia, porównania, które często wypadają na niekorzyść, wredni rówieśnicy, bezduszne tryby edukacji, niesprawiedliwi nauczyciele, wyścig szczurów, ból, presja, wymagania, obowiązki...

A może właśnie nie? Może Florianek wcale się o tym wszystkim nie przekona? Już przecież swoim krótkim życiem zdążył udowodnić, że ma wielkie szczęście w tym całym nieszczęściu. 

Ciekawe na kogo wyrośnie? Wydaje się bardzo dzielny. Pogodny i cierpliwy. Może mu się udać wyrosnąć na szczęśliwego człowieka... Babcia, znaczy ja, zrobi wszystko, żeby mu w tym pomóc.

Ostatnio nasz Mały Książę dostał karuzelę z pozytywką. Karuzela ze sklepu, ale maskotki dorobiłam na szydełku własnoręcznie.







Na zamówienie Dominiki zrobiłam też kuferek na pamiątki z pierwszego roczku - najsłodszego dziecięcego okresu. Znalazły się w nim karteczki z życzeniami, ciuszki i pampersik w najmniejszym rozmiarze, pierwszy smoczek i oczywiście taśma identyfikacyjna ze szpitala.






W Dniu Babci pozdrawiamy wszystkie babcie!



piątek, 12 stycznia 2018

Tysiąc słów

Już dawno temu oglądałam ten film. Całkiem przyjemny w odbiorze, choć nie jest to żadna wyjątkowa produkcja, a ja nie jestem nawet wielbicielką gatunku i mimicznego talentu aktora występującego w roli głównej. Ale nie o to chodzi. Przemówił do mnie pomysł. Co by było, gdybyśmy w życiu mieli tylko określoną ilość słów do wypowiedzenia?


Jestem miłośniczką słów, czemu niejednokrotnie już dawałam wyraz. Fascynuje mnie, co można zdziałać słowami - pobudzać wyobraźnię, inspirować, mobilizować, zmieniać świat... Umiejętność przekazywania i wymiany informacji oraz wiedzy zbudowała naszą cywilizację. Niestety, jak każde narzędzie, słowa mają też swoją ciemną stronę. Budują mury, są pożywką dla fizycznej przemocy, wywołują wojny. Pogrążają nas w gównie.

Nie lubię narzekać. To nie mój styl. Ale skończył się rok, zamknął jakiś kolejny etap, a to prowokuje do podsumowań i ocen...

To był dla mnie kolejny gorszy rok. Osobiste zgryzoty spotęgowały mój negatywny ogląd świata. I odwrotnie. Zniechęca mnie wyzierający na każdym kroku bezsens, a nieprzyjazne (wręcz wrogie) otoczenie pozbawia siły i woli. Ale chyba najgorsza ze wszystkiego jest ta gówniana słowna papka, wylewająca się zewsząd. Jedna i ta sama bezsensowna sieczka, mielona dziesiątki, setki, tysiące razy, im bardziej nienawistna i radykalna, tym bardziej nośna. Triumf głupoty i prymitywizmu. Wzajemne obrzucanie się błotem ku uciesze gawiedzi, która dzięki internetom ochoczo przyłącza się do wylewania własnych bluzgów.

Dobija mnie fakt, że nie jestem inna - swoim tekstem wpisuję się dokładnie w ten sam nurt. Też narzekam. Bluzgam nawet, ze złości i bezsilności. Nie odnajduję się w tej nowej rzeczywistości, w której pogubiły się i poprzestawiały znaczenia znanych mi słów. Nic już nie rozumiem. Zawłaszczający mówią, że oddają. Niszczący zapewniają, że budują. Tracący na znaczeniu i autorytecie twierdzą, że wstają z kolan. Ponoszący porażkę świętują zwycięstwa... Pojęcia niosące z sobą równość, wolność, solidarność, troskę o wykluczonych, szacunek dla mniejszości, tolerancję wobec inności, stały się obelgami. Feministka-lewaczka, ateistka-nihilistka, zielona miłośniczka zwierząt - oto współczesne szkarłatne litery, którymi zostałam naznaczona. Jeszcze nie boję się ich nosić, ale napawa mnie niepokojem kierunek, w którym zmierza ta cała ideologiczno-pojęciowa rewolucja.

Im większy potok wypowiedzi, tym mniej w nim znaczenia. Mierzi mnie, że nie mogę, nie potrafię, się od tej słownej papki odciąć. Mogę wyłączyć radio, przełączyć kanał w TV, filtrować treści w internecie, a ona i tak mnie dopadnie i wsączy się do świadomości. Bo taka powszechna i tak łatwa w odbiorze. Prymitywne reklamy, głupie plotki o znanych, prostackie żarty, zjadliwa publicystyka... Są wszędzie, podlane pikantnym sosem afery. Poza tym są przecież sytuacje i okoliczności, gdy nie da się wyłączyć dźwięku.

Przed negatywnymi obrazami można się obronić - można zamknąć oczy, nie patrzeć. Nie czytać. Przed niechcianym słyszeniem nie ma żadnej obrony.

Ponad rok temu zamilkłam w swoim środowisku. Nie ze strachu i wstydu, ale z bezradności wobec rozmiaru wlewających się do moich uszu - głupich, pogardliwych, bezmyślnych i złośliwych - treści. Nic z tym nie mogę zrobić. Ale w tym, co słyszę i co wobec tego czuję, przeglądam się jak w lustrze - ile w moich słowach jest głupoty, pogardy, bezmyślności i złośliwości? Czy moje treści są potrzebne, czy coś wnoszą? Czy są tylko szumem (w najlepszym wypadku)? Im dłużej zastanawiam się nad tym, co mogłabym powiedzieć, tym bardziej czuję, że nie muszę i nie chcę tego mówić. Nie warto. Bo nie ma nic, czego nie powiedziałbym już wcześniej. Nie ma nic, o czym ktoś inny już nie powiedział i to często znacznie lepiej ode mnie. Bo nie ma sensu mówić, gdy ktoś nie słucha, nie słyszy, nie rozumie. Bo beztroskie paplanie o błahostkach wydaje mi się czymś niewłaściwym w czasie wojny, nawet jeśli jest to "tylko" wojna ideologiczna. Zresztą, i tak jest już za głośno. A dla mnie naturalnym działaniem w warunkach nadmiernego hałasu jest wycofanie się w ciszę. I pomyślenie w spokoju, na przykład, o tym, jak mógłby wyglądać świat, gdyby długość naszego życia zależała od ilości wypowiedzianych słów, gdyby każdy z nas musiał ważyć swoje wypowiedzi i liczyć ze słowami...

Ja swoje zważyłam i policzyłam, i wyszło mi, że powiedziałam już wszystko.

I tylko bloga szkoda mi porzucać. Więc jak się ogarnę, jak już wymyślę co i jak zmienić, by miało to sens, to wrócę.

Do zobaczenia.


piątek, 8 grudnia 2017

Chlebak po raz pierwszy

Na zamówienie Basi. Basia już pokazała na swoim blogu, więc i ja mogę:-).





Mojej Rodzinie tak się ta praca spodobała, że uznaliśmy, że też taki chcemy:-). Może, jak po Nowym Roku będę miała więcej czasu, to dla nas też zrobię, bo na różne sposoby już chleb przechowywałam i z żadnego nie byłam do końca zadowolona, więc może faktycznie w naturalnym drewnie będzie najlepiej.

Wymiary: szer. 40 cm, głębokość 30 cm, wys. 18 cm.

środa, 29 listopada 2017

Dla Niej i dla Niego

Miał być sweter, ale nie ma jak sfotografować. Może w weekend... Dlatego tymczasem dekupażowe małe co nieco dla Niej i dla Niego - narzędziowniki na akcesoria hobbystyczne. Albo cokolwiek innego.

Dla Niej, czyli dla mnie, niekoniecznie na włóczkę, ale jak ładnie z włóczką wygląda:-). Motywy ludowe, bo dlaczego właściwie nie? Podobają mi się:-)




Do kompletu skrzynka na.... Jeszcze nie wiem na co;-)



Dla Niego, czyli dla Męża mego:



Jakie hobby taki narzędziwnik;-)